BLOG

Ile powinna trwać adaptacja?

Artykuł opublikowany: 23 września 2021
Autorka: Agnieszka Misiak

Jak długo powinna trwać adaptacja szkolna i przedszkolna?

Często rodzice zadręczają się rozmyślaniem, czy trudne wejścia i trudne rozstania w szatni nie powinny się już skończyć. Czy skoro jest już końcówka września, to jeszcze mieści się w normie, czy już nie?

Czy brak zaprzyjaźnionych dzieci po miesiącu, to oznaka problemu? Czy narzekania na panią, paskudne jedzenie i nudy na zajęciach powinny mnie martwić?

Spojrzałabym na to z mojej ulubionej perspektywy. Metaforycznej.

Jak długo dziecko powinno się uczyć pływać? Jedno uczy się pływać od razu, serio, są dzieci, które łapią o co chodzi na pierwszych zajęciach i utrzymują się na powierzchni. Niektóre chodzą dwa miesiące zanim puszczą styropianową deskę, a inne po pół roku odmawiają zanurzania twarzy i zabawki wrzucone przez instruktora wyciągają z dna basenu stopą. Po roku dalej nie bardzo umieją pływać.

I zazwyczaj nie owijamy się w ręcznik, nie zamykamy w basenowej szafce i nie zadręczamy pytaniem, czy to jest normalne. Już trzy miesiące chodzi na basen i dalej pływa z deską. Co zrobiłam źle? Może powinien częściej siedzieć w wannie sam, a może trzeba było na siłę lać wodę z prysznica i nie zwracać uwagi na wrzaski (kuzynka Ela tak robiła i jej Staszek już pływa). A może powinnam kąpać go też w innych domach, żeby oswoił inne zbiorniki wodne? Nie trzeba było się cackać nad morzem, tylko pchać do wody, by się przyzwyczaił. A może jakbym nie wstawała w nocy, na każde miauknięcie to teraz byłby bardziej zdeterminowany?

No jakoś samo przez się rozumiemy, że na gotowość do utrzymywania się na wodzie wpływa trylion rzeczy; koordynacja ruchowa, temperament, poziom lęku, wrażliwość i gotowość do podejmowania wyzwań oraz indywidualny styl oswajania nowego, wcześniejsze doświadczenia z wodą, relacja z instruktorem, poczucie własnej skuteczności i wpływu, poczucie bezpieczeństwa na basenie. Oczywistym jest, że to może potrwać i nie biczujemy się z tego powodu.

Tymczasem, jeśli chodzi o wejście w nową grupę mocno zerkamy na kalendarz. Minął miesiąc i dalej nie ma chęci na pobyt w szkole lub w przedszkolu. Dziecko świętuje piątek jakby kończyło dwudniowy dyżur na SORZE i wydaje nam się, że bez psychologa się nie obejdzie.

Sukcesu adaptacji nie mierzymy czasem. Bo przecież adaptację można przyśpieszyć, jeśli komu zależy. Na przykład zostawiasz trzylatka w szatni, wyrywającego się i płaczącego do nieprzytomności, ciocia ciągnie do sali, tłumacząc, że to normalny, zdrowy i rozwojowy sposób adaptowania dziecka w nowym miejscu i z nowymi ludźmi. A kuzynka Zosia pociesza Cię, że jej dzieci na myśl o przedszkolu miały temperaturę i że to minie. Bo wiadomo, każdy musi swoje odcierpieć.

Ale to jest takie przyśpieszanie z pominięciem anestezjologa. Kiedy zrezygnujemy z anestezjologa operacja odbędzie się szybciej. Ale nie wiem czy będzie to najzdrowsza opcja. Dokładnie tak samo jest z adaptacją. Można szybciej. Ale czy to będzie zdrowe?

Tą drogą trzylatki szybko uczą się, że nie ma co płakać, błagać i rozpaczać i szybciej przestają. Jak ta metoda wpływa na zdrowie dziecka, jego poczucie własnej wartości, autonomii, przekonanie, że może liczyć na rodzica, że świat zareaguje na jego wołanie – każdy sam musi ocenić.

Adaptację warto oglądać w kontekście wspierania relacji, mniej w kontekście kalendarza i zegarka. Czy to jak towarzyszę dziecku w adaptacji, jak je wspieram (więcej tutaj) - buduje naszą relację i jego poczucie własnej wartości, czy wręcz przeciwnie?

Adaptacja to relacja wielokierunkowa.  Z ciocią, miejscem, dziećmi, Twoja z nauczycielami. Relacja buduje się tyle, ile potrzebuje. (więcej o wspieraniu w adaptacji tutaj)

Co zyskujesz podążając za dzieckiem, dając mu czas, z jasnością, że nawroty kryzysów są normalne, informując, że to jest Ok mieć trudność? Bo tak to jest, kiedy człowiek uczy się nowego.

Co zyskujesz zaglądając za podszewkę trudności dziecka, biorąc pod uwagę jego ograniczenia wynikające z momentu rozwojowego oraz te, które wyrastają z uwarunkowań środowiskowych takich jak np. narodziny rodzeństwa?

Na bank nie wygrasz wyścigu „kto już wchodzi bez płaczu”. Ale. Twoje dziecko będzie wiedziało, że warto okazywać uczucia, bo świat reaguje na trud i cierpienie, które za nimi stoją. Adaptacja podążająca za możliwościami dziecka upewnia je, że warto być w kontakcie ze swoimi uczuciami, nie trzeba ich zamrażać i odcinać, żeby przeżyć do 17:00. Upewnia je w poczuciu, że jest tak samo ważne, kiedy daje radę i kiedy rzeczywistość całkiem je przerasta, że właśnie szczególnie wtedy świat mówi „jestem po twojej stronie”.
Świat, czyli Ty.

Wiem, że otoczenie nie ułatwia, kuzynka Basia mówi 'Moje zostawały od razu do podwieczorku i po tygodniu chodziły jak złoto', pani w przedszkolu rzuca mimochodem 'Oj, w liceum też będzie mama z nim w szatni siedzieć?', a reszta znajomych dodaje 'pokaż mu, kto podejmuje decyzje'. (Materiały o tym jak sobie radzić z takimi radami znajdziesz pod tekstem)

Nie ma czegoś takiego jak 'porażka adaptacyjna'. Przychodzą do mnie rodzice i z rozpaczą mówią 'Ponieśliśmy porażkę. Całkowitą. Córka wyła 3 miesiące, nie jadła w przedszkolu, stała ciągle przy oknie, budziła się w nocy, w jej zachowaniu pojawiło się mnóstwo agresji. No i zabraliśmy ją z przedszkola'.

I siedzą jak zbite psy, pełni poczucia winy i przekonani głęboko o swojej niekompetencji. Mówię wtedy 'Znacie swoją córkę najlepiej. Kto jak nie wy miał ocenić, że osiągnęła już taki stan, którego nic nie mogło wyregulować? Zareagowaliście tak jak na gorączkę, kaszel czy wysypkę. Podjęliście decyzję, żeby zadbać o jej zdrowie'.

Część dzieci nie rozpocznie przedszkola w wieku trzech lat. Ze względu na milion czynników. Wystarczy, że wylosujemy kilka niesprzyjających okoliczności: urodziło się rodzeństwo, dziecko ma akurat okienko na zwyżkę lęku separacyjnego, pierwszy tydzień w przedszkolu był mało wspierający, dziecko było zmuszone do leżenia w porze leżakowania ( a było totalnie pobudzone) i jest wysoko wrażliwe. I już. Trudne zachowania, pobudki w nocy, drażliwość, płaczliwość i brak współpracy wylewają się szerokim strumieniem. Trzylatek nie przeskoczy swojego układu nerwowego.

To nie jest porażka. Tak po prostu jest. Dzieci mając trzy lata są w różnych punktach na osi rozwoju, w różnych punktach jeśli chodzi o mowę, gotowość do rozstania.
Dlatego jeden trzylatek pójdzie do przedszkola w tym roku, a inny nie.
Dlatego jeden pięciolatek nauczy się pływać w tym roku, a drugi w przyszłym.

To nie jest porażka.

Amen.

Chcesz pobrać dodatkowe materiały?

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł i chcesz pobrać dodatkowe materiały 'Jak radzić sobie z niewspierającym otoczeniem', z których dowiesz się jak możesz zareagować na porady w stylu 'Proszę się z nim nie cackać' - wystarczy, że zapiszesz się na newsletter poniżej.
Materiały w formie PDF otrzymasz mailem.

.
Jeśli podobał Ci się ten artykuł, podziel się nim z innymi. Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

closebackwardforwardchevron-downfacebook-squarephonebarsenvelopeangle-double-upyoutube-playinstagram