Kiedy dziecko mówi jestem do niczego

Artykuł opublikowany: 26 lutego 2020
Autorka: Agnieszka Misiak

Jesteś rodzicem, pedagogiem szkolnym, wychowawcą. Nieistotne. Jesteś dorosłym, do którego przychodzi dziecko. Przychodzi i mówi:

„Jestem głupia, bezdennie. I jestem gruba, nikt na mnie nie może patrzeć. Jestem do niczego. Nic mnie już w życiu nie czeka, nic ciekawego”

Czujesz panikę, bo co tu odpowiedzieć, żeby nie pogorszyć, nie zniechęcić, nie odstraszyć. Pewnie czujesz też bezradność i gorączkowo szukasz słów, które coś zmienią, pomogą, dadzą nadzieję. I kierowany intuicją mówisz: „Wcale nie jesteś, nie jesteś gruba, jesteś bardzo ładna, spójrz jakie masz piękne niebieskie oczy, jaki warkocz cudny”. I słyszysz odpowiedź: „Jestem gruba, niech pani zobaczy tu mam cellulitis, mam krzywe nogi, ohydną twarz, taką nijaką. Taką żabią. Nic dziwnego, że wołają za mną żaba. Pani też nie słucha co mówię. Nikt nie słucha”.

Twoja panika rośnie. Nie taki był cel Twoich słów przecież. Miały wesprzeć, a nie wywołać lawinę argumentów nie do odparcia. Trudno było ogarnąć już pierwszą kwestię, a teraz padła druga i nie zanosi się, żeby rozmowa szła w dobra stronę.

Intuicja może zaprowadzić nas na manowce, bo dialog z objawami depresji nie opiera się na sile logicznych argumentów. Logiczne argumenty nie mają szans, bo depresja i obniżony nastrój nie uruchamiają racjonalnego myślenia, nie karmią się logiką. Co więcej, nasze próby zaprzeczania słowom dziecka, nasze logiczne argumenty mogą właśnie zepchnąć nas w miejsce, z którego trudno będzie wybrnąć. Zaprzeczanie wywołuje kontrargumenty.

„Nie jesteś wcale głupia”
„Jestem, mam pustkę w głowie zawsze i mówię głupoty. Mówię wcale nie to co bym chciała”

„To nieprawda, że nikt cię nie lubi”
„Prawda, nie zapraszają mnie nigdzie. Nie powiedzieli mi o imprezie w sobotę. Siedzę sama w domu”

„Nie jesteś sama, masz rodzinę, przyjaciółkę”
„Ale ja się czuję sama, jestem z nimi i czuję się sama. I nie obchodzę ich, mają mnie już dość”

Widzicie, gdzie może zaprowadzić zaprzeczanie? To jest intuicyjne rozwiązanie, napędzane przekonaniem, że logika może być rozwiązaniem. Bo jeśli nie racjonalna rozmowa, to co?

Po pierwsze odpuszczenie sobie misji poprawienia nastroju dziecka tu i teraz. Po prostu przyjmijmy, że dzisiejszą rozmową nie uleczymy jego poczucia własnej wartości i nie naprawimy sposobu interpretowania otaczającego świata. Miarą naszej skuteczności nie będzie radykalna zmiana samopoczucia. Ale możemy szukać słów, które wzmocnią relację z dzieckiem, stworzą miejsce, w którym można nie mówić zbyt dużo. Wyobraź sobie, że słowa to sznurki z których splatasz linę. Mocną, grubą rozpiętą wzdłuż stromego zbocza, nawet kiedy dziecko jest na samym dole i czuje, że nie ma siły iść i gadać, to po tej linie może próbować się wspiąć. Relacja to miejsce, w którym można posiedzieć, zebrać myśli, zebrać siły, ogrzać się, bez konieczności gadania. Bo depresja to często brak chęci do rozmowy. Co możemy powiedzieć żeby budować dla dziecka bezpieczne miejsce?

„Słyszę cię, słyszę te wszystkie trudne słowa”

„Słyszę, że tak siebie widzisz. Wyobrażam sobie, że trudne to musi być dźwigać taki obraz”

„Moimi oczami widzę coś innego całkiem. Patrzymy na tego samego człowieka, na ciebie, a widzimy go całkiem inaczej. Jeśli chcesz, powiem ci jak jest u mnie w głowie. Ja ciebie lubię i lubię z tobą rozmawiać, nawet nie gadając lubię z tobą posiedzieć”

Możesz się zatrzymać, dać sobie czas:

„Cieszę się, że przyszedłeś. Usiądź, zrobię nam herbaty i w tym czasie zbiorę słowa, żeby dobrze wyrazić to co czuję i myślę”.

Możesz nie znać idealnej odpowiedzi ale dać bliskość:

„Nie wiem co tam jutro przyniesie ale cieszę się, że dziś tu przyszedłeś, że jesteś u mnie”.

Ach, jak mało skuteczne może się to wydawać, jak mało zmieniające sytuację i mało wzmacniające obraz dorosłego, który ma rozwiązanie każdego kłopotu. Tak właśnie jest, wspieranie dziecka, które zmaga się z depresją wymaga od nas uznania własnej bezradności i trudu w szukaniu słów, które częściej tworzą więź niż rozwiązania.

Jeśli potrzebujesz wiedzy o wspieraniu nastolatka (ucznia) z zaburzeniami nastroju, może zainteresuje Cię szkolenie Uczeń z depresją. Równowaga między wsparciem a wymaganiami dla nauczycieli dla grup lub Samookaleczenia i myśli samobójcze. Zajrzyj też do szkolenia weekendowe

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, podziel się nim z innymi. Dziękuję!
.

6 comments on “Kiedy dziecko mówi jestem do niczego”

  1. Czy o depresji możemy mówić już u dziecka w pierwszej klasie szkoły podstawowej, który często używa słów "jestem głupi", "nic nie potrafię", a może jest to niechęć lub wymuszanie na rodzicu pomocy przy odrabianiu lekcji( myślenie dziecka" jak tak będę mówił zrobi za mnie i mnie wyręczy, a ja mogę grać w swoje ulubione gry"!!!) Taka sytuacja często powtarza się, gdy dziecko zaczyna odrabiać lekcje.

    1. To za mało informacji, żeby się wypowiedzieć. Ale ja nie mam perspektywy, że dziecko cokolwiek wymusza. Normalne jest, że dziecko woli grać w gry niż odrabiać lekcje. Normalne, że potrzebuje wsparcia rodzica w uruchomieniu motywacji wewnętrznej i jej podtrzymaniu.

  2. Dziękuję za ten artykuł. Aktualnie moja ósmoklasistka przeżywa podobne nastroje- zdiagnozowana depresja, leczenie ( psycholog, psychiatra). Wszystko co jest tu napisane to święta racja. Nie należy zaprzeczać, ani na siłę pocieszać, bo efekt jest odwrotny. Jestem z wykształcenia pedagogiem, a nie potrafię pomóc własnemu dziecku. To mnie frustruje, denerwuje, stresuje, przeraża, ale... przecież tu nie chodzi o mnie, prawda? Trzeba dać czas, rozmawiać lub milczeć, odpuszczać, ale też wymagać. Nie wolno jednak całkiem odpuszczać, należy kontrolować, ale nie być despotą i tyranem. Za dużo tych "ale". Gubię się momentami. Depresja to ciężka choroba, nic nie widać, a zabija. Proszę o takie porady częściej, są bardzo przydatne.

    1. Będą, proszę zaglądać na stronę i na profil nz FB SET Psychologa Dziecięcego Agnieszka Misiak

  3. Mam tak z moją 8 latką. Zawsze miała niską samoocenę o sobie, ale jak poszła do szkoły to dopiero się zaczęło. Córka uważa, że nic nie potrafi, jest najgorsza, najgłupsza, życie ją nie cieszy. Stała się bardzo nerwowa. Zamyka się w pokoju i płacze do poduszki. Przestała jeść...
    Najgorsze jest to, że nie mogę nigdzie znaleźć pomocy dla tak małego dziecka.

    1. Ale to nie jest jakoś szczególnie małe dziecko 🙂 Słyszę, że jest Pani zaniepokojona i czuje, że potrzebuje wsparcia. Proszę poszukać psychologa dziecięcego, to jest obszar w którym pracuje się z rodzicem żeby zobaczyć jak można wspierać poczucie własnej wartości dziecka. I pracuje się z dzieckiem, w sensie indywidualnym. Na pewno większy nacisk kładzie się na pracę z rodzicem (bo rodzic oddziałuje na dziecko przez całą dobę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

chevron-rightphonefacebookenvelopeyoutube-playScroll Up