Czy Twoje dziecko swobodnie używa tych słów?

Artykuł opublikowany: 10 lutego 2020
Autorka: Agnieszka Misiak

Wyobraź sobie, że twój syn jedzie na kolonie. Albo na zieloną szkołę. I drugiego dnia zaczyna coś go piec i szczypać. Okropnie. Nie śpi całą noc, tak szczypie. Najpierw ma nadzieję, że przejdzie, a potem już wie, że raczej nie. Dociera do niego, że trzeba iść poprosić o pomoc kogoś dorosłego. I to obcego.

Wyobraź sobie, że twoja córka jest na wyjazdowym harcerskim weekendzie, pod namiotem, na Mazurach. Z powodów nieznanych boli jak siada, boli jak chodzi, boli dotyk spodni. Wystarczy, że twoje dziecko jest w zerówce i coś zaczęło się dziać 20 minut po twoim wyjściu. Wyjazdów do tej sytuacji nie trzeba. Kłopot w tym, że ból i dyskomfort jest w okolicach krocza.

Czy Twoje dziecko potrafi powiedzieć o tym, co je boli, z równą swobodą, jak w przypadku bólu głowy czy ręki? Czy zna określenia swoich genitaliów? A jeśli zna, to używa ich z lekkością? Idzie i mówi o co chodzi, bo to część ciała jak każda inna? Często w domach mamy swój własny słownik określający okolice intymne, często są to zabawne określenia (do głowy przychodzi mi muszelka), a często bardzo ogólne (wszystko nazywa się pupą na przykład). I nic w tym złego nie ma. Ważne tylko, żeby dziecko bez zastanowienia i zawstydzenia używało również nazw anatomicznych. Żebyśmy w codziennej komunikacji z dzieckiem używali tych anatomicznych określeń równie często, jak tych domowych. Co ma powiedzieć dziecko, kiedy czuje, że to domowe słowo absolutnie się nie nadaje, bo poza domem brzmi infantylnie, śmiesznie i nie nazywa precyzyjnie miejsca, które boli? Wyobraźcie sobie, że 8 letnia harcerka idzie do drużynowej i mówi, że szczypie ją muszelka. Bo inne słowa nie przechodzą jej przez gardło – nigdy nie trenowała ich w rozmowie z dorosłym. Często dzieci znają dwie kategorie określeń 'domowe' i wulgarne, które podłapują gdzieś i od kogoś. A tych najzwyklejszych jak pochwa, jądra lub penis nie znają. A jak znają to wydają się im ... wulgarne właśnie.

Żeby dziecko mogło opowiedzieć o tym, że coś je boli, musi umieć nazwać to miejsce. Podobnie, żeby dziecko mogło opowiedzieć o tym, że ktoś przekroczył jego granice, musi mieć pod ręką łatwo dostępne słowa. Żeby mogło zapytać o to, co widzi w Internecie, o to o czym rozmawiają koledzy – musi mieć słownik, którym może komunikować się z dorosłymi. Im dziecko starsze tym trudniej o swobodę, jeśli ucieknie nam ten obszar w codziennym byciu z przedszkolakiem i starszakiem, z nastolatkiem będzie po prostu trudniej. Dla Twojego czterolatka sutki i srom to takie same części ciała jak dziurki w nosie, przyjmie każdą nazwę jaką mu podpowiesz. Ale później, codzienność mocno weryfikuje wystarczalność tego słownika.

Pomyśl jakich słów ze swobodą używa Twoje dziecko.

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, podziel się nim z innymi. Dziękuję!
.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

chevron-rightphonefacebookenvelopeyoutube-playScroll Up