Michał ma 6 lat, wychodzi wieczorem z kąpieli, nic nie zapowiada katastrofy. Ubiera się w pidżamę, wtem, jedna ręka utyka w rękawie, po minucie szamotania Michał krzyczy, że nienawidzi tej pidżamy, a Ty dałaś mu ją specjalnie. Bo wiesz, że on jej nie cierpi i właśnie dlatego, na złość, ją wybrałaś. A w tej przegłupiej łazience jest tak duszno, że on się zaraz udusi, wiadomo przez kogo.
Wyobraź sobie jak wspaniale byłoby gdyby Michał z pół godziny wcześniej powiedział ‘Mamo, uprzejmie uprzedzam, że mój układ nerwowy jest totalnie przeciążony, jeśli w czasie kąpieli wydarzy się cokolwiek nieprzewidzianego wybuchnę, bo nie mam już paliwa. A jak będzie duszno albo zbyt gorąco to czuję, że moja kora przedczołowa tego nie dźwignie na bank. Zaopiekujmy moje napięcie zanim wejdziemy do łazienki. Potrzebuję wsparcia w regulacji emocji bo inaczej zamienię się we wściekłego szerszenia.’
Gdyby dzieci miały chociaż wskaźnik informujący świat o narastającym przeciążeniu układu nerwowego. Takie mini okienko, na ramieniu czy na plecach, przez które moglibyśmy zajrzeć i ocenić ogólny poziom napięcia , frustracji, zmęczenia, przestymulowania i doznanych dzisiaj porażek. Kontrolny rzut oka na szybkę i wiedzielibyśmy, że Michał nie sikał od 6 godzin, nie jadł nic od śniadania, śmiali się z niego na plastyce, a na rytmice pani nie wybrała go do pierwszej pary no i nie wyszły mu trzy rysunki. W efekcie czerwona kreska jest blisko punktu krytycznego i może najpierw lepiej będzie zaplanować wspólną zabawę, która zregeneruje i doleje paliwa, a dopiero potem zakupy w Lidlu.
Niestety, o tym że dziecko jest przeciążone lub przestymulowane, że jedzie na oparach, dowiadujemy się często, kiedy ono samo rozpada się na elementy. Informują nas o tym wybuchy złości, teoretycznie bez powodu, całkowity brak współpracy w banalnych sprawach, trudne zachowanie, jęczenie, narastające rozdrażnienie.
Na szczęście nie wszystko stracone. Możesz wspierać dziecko w rozpoznawaniu stanu przeciążenia i braku paliwa. Możesz testować z nim różne pomysły, które ułatwią mu poinformowania świata, że jego przestrzeń na napięcie zaczyna się zapełniać.
Jak to zrobić? A właściwie jak to r o b i ć? Bo to jest proces, nie nauczysz dziecka rozpoznawania i nazywania emocji w tydzień. To tak jak z pielęgnacją ogrodu, siejesz, podlewasz, grabisz, okrywasz na zimę, a potem wiosną wyrasta część wrzuconych nasion, a część latem (chociaż już dawno machnęłaś na nie ręką) . Na pewno coś wyrośnie, na pewno nie wszystko i niekoniecznie dokładnie w terminie podanym na opakowaniu.
Warto pamiętać, że dziecko uczy się tylko kiedy jest spokojne, czuje się bezpiecznie i nie zalewają go emocje. Twoje dziecko nie nauczy się niczego kiedy jest zdenerwowane i nie przyjmie żadnej wiedzy od Ciebie, kiedy Ty jesteś zdenerwowana. Pomysły, o których przeczytasz poniżej warto wprowadzać w czasach spokoju, pomiędzy wybuchami złości i trudnymi sytuacjami. To nie muszą być momenty ZEN, w których Ty i dziecko jesteście jako kwiat lotosu, wystarczy, że będziecie bliżej środka skali niż jej kranców.
Łap i nazywaj małe i średnie emocje.
Bo wybuchy złości, wodospady łez i duży lęk łatwo zauważyć z oczywistych względów. Ale pomijając emocje o małym natężeniu uczysz dziecko, że wszystkie stany pośrednie są niewarte uwagi i pochylenia się. Budujesz też przekonanie, że uwagę ( a tym samym wsparcie, obecność) otoczenia zapewnia dopiero skrajna reakcja.
A do tych kryzysowych sytuacji doprowadzają zazwyczaj kumulujące się małe skoki napięcia. Gdyby złapać je właśnie na etapie ‘małe’, być może nie doszłoby do wybuchu (o wspieraniu dziecka w trakcie wybuchu złości więcej tutaj)
Bo samo n a z w a n i e emocji wpływa regulująco i obniża poziom napięcia, pobudzenia.
Dlatego, że nazwanie buduje kontakt, daje dziecku poczucie, że ktoś je widzi, próbuje zrozumieć i wesprzeć. Nawiązanie kontaktu z bliskim, bezpiecznym dorosłym działa regulująco.
Nazywając porządkujesz to co dzieje się z ciałem dziecka, nadajesz sens dziwnym odczuciom takim jak klucha w gardle, łzy na krawędzi, napięcie w barkach, gorąco … które okazuje się być rozczarowaniem. Kiedy mówisz. ‘Wydaje mi się, że jesteś bardzo rozczarowany’ dziecko dowiaduje się, że te wszystkie kłębiące się w nim doznania mają swoją nazwę, można je wyrazić. Ile razy będziesz musiała nazwać emocję zanim dziecko skorzysta z tej strategii, zanim w podobnej sytuacji powie ‘Taki jestem rozczarowany’ – nie wiem. Może już jutro, a może za pół roku, to jest umiejętność, którą rozwijamy całe życie ale też całe życie z niej korzystamy.
Nazywając uczysz dziecko zauważania zmian w zachowaniu i traktowania ich jako sygnału przeciążenia. Michał obgryza paznokcie, nerwowo stuka w kolano i kuli głowę w ramionach, dla Ciebie to czytelne znaki ale dla niego niekoniecznie. Nazwij to co widzisz.
‘Synek, jak zaczynasz chować głowę i obskubujesz skórki, to ja domyślam się, że jesteś przestraszony i że jakoś ci trudno. Czy dobrze mi się wydaje?’
Nazywając dajesz dziecku zasób słów, którym może wyrazić to co czuje. Żeby wyrazić emocje bardziej słowami niż pluciem, kopaniem, trzaskaniem drzwiami i rzucaniem zabawkami trzeba mieć … słowa pod ręką. Odhacz te, których ostatnio używałeś
zdenerwowany, rozczarowany, smutny, zawiedziony smutny, przygnębiony, zagubiony, zawstydzony, zestresowany, przestraszony, zniechęcony, upokorzony, wkurzony, zazdrosny, samotny, zniecierpliwiony, rozdrażniony, niespokojny, zmartwiony, nieszczęśliwy, przygaszony … radosny, szczęśliwy, pełen nadziei, zadowolony, usatysfakcjonowany, dumny, wesoły, pogodny, beztroski…
Mamy całkiem sporo sporo słów do codziennego użytku.
Nie nazywaj tonem wyroczni z funkcją RTG, która prześwietla dziecko i wie na pewno co ono czuje. Niech to będzie bardziej pytanie, domysł, takie sformułowanie które daje dziecku szansę na sprawdzenie czy to co rodzic mówi to właściwy opis tego co się z nim dzieje.
Wydaje mi się, że jesteś smutny?
Mam wrażenie, że jesteś zmartwiony
Pamiętaj, że do 3 roku życia dzieci regulują się głównie przez kontakt z dorosłym i przez ciało. Olimpijski rzut na podłogę, chowanie się w kącie, tarzanie i krzyk to właśnie regulacja przez ciało, które uwalnia napięcie i pobudzenie. Na tym etapie rozwoju komunikat ‘Denerwuje mnie, że nie mogę skakać po łóżku i ostrzegam, że wybuchnę złością’, raczej się nie zdarzy 😊 Z czasem wachlarz umiejętności w obszarze regulacji rozbudowuje się o strategie bazujące na słowie. To są długo mini strategie, dostępne tylko i wyłącznie w sytuacjach, w których dziecko nie utonęło w emocjach. Bo w dużej złości i wielkim smutku najbardziej dostępna jest regulacja przez ciało i kontakt z dorosłym.
Dlatego tak ważne jest, żeby nazywać małe i średnie emocje, bo te większe dzieją się raczej poza słowami .
Chcesz poznać dodatkową strategię, która w naukę rozpoznawania i nazywania emocji angażuje całą rodzinę (łącznie z bratem niemowlakiem, psem i chomikiem)? Pobierz ją tutaj 👇👇👇
Dzieci lubią uczyć się na konkretach, potrzebują rozwiązań, które angażują i pozwalają na własną inwencję. Pobierz dodatkową strategię, dzięki której wykorzystasz element zabawy w codziennym wspieraniu dziecka w rozpoznawaniu i nazywaniu uczuć.