Kiedy złość dziecka wciska rodzica w zbroję

Artykuł opublikowany: 11 maja 2020
Autorka: Agnieszka Misiak

Wyobraź sobie, że jesteś na wakacjach nad morzem (wiem, że teraz trudno wyobrazić sobie taki międzygalaktyczny wyjazd, ale spróbuj). Przychodzisz na plażę. Chcesz paść i nie ruszać się do 15.

Wtem. Starszy popchnął młodszego i sypnął mu piaskiem w oczy, a potem poprawił drugą garścią. Słońce praży, pot leje się z ciebie strumieniem, młodszy wyje, żegnasz się z wizją leżenia. Twój mózg topi się w adrenalinie i kortyzolu, wysyła sygnał mayday, mayday, który szybko tłumaczysz na polski.

- I nie wejdziesz do wody do końca dnia, żebyś wiedział, dzieci, które biją młodsze rodzeństwo nie wchodzą do morza. Koniec dyskusji. Poniesiesz konsekwencje.

Tak zresztą już tydzień temu zostało ogłoszone „ten, kto źle traktuje rodzeństwo, ten nie uczestniczy w zabawie”, więc nikt nie powinien być zaskoczony ani zgłaszać pretensji.

Jednak jakaś niezalana część Twojego mózgu przeciera oczy ze zdumienia, że „eee jak to, jak to, weź to przemyśl”. Ale nie ma czym przemyśleć, procesory podtopione adrenaliną, brak dostępu do bazy danych. Zerkasz na zegarek i widzisz, że jest 9:30 a z plaży zejdziesz nie wcześniej niż po 14.

Po 10 minutach kiedy odzyskujesz łączność z korą czołową czujesz, że to był najgłupszy pomysł na świecie, no ale trudno, trudno, słowo się rzekło, kobyłka u płotu.

Wracając na naszą plażę, teraz dla odmiany wyje starszy, mąż powtarza „matko, matko kiedy ten wyjazd się skończy”, ty do g 14 nie siadasz tylko łazisz za dzieckiem i pilnujesz, żeby nie wlazło do wody (bo wiadomo - kobyłka). Pozostali plażowicze przyglądają się z zainteresowaniem jak szarpiesz się z ośmiolatkiem i czujesz, że zostałaś już gwiazdą youtube, a wyświetlenia będziesz liczyć w milionach. Jesteś pewna, że to wszystko trwa już 4 dni, a na zegarku 10.30. No ale wiadomo, konsekwencja, kobyłka.

Jak to się stało, że starszy popchnął młodszego? I poprawił piachem? Po prostu stało się impulsywnie. Młodszy dotknął łopaty bez pytania i trzy razy nadepnął starszego mokrą stopą plus dwa dowolne powody. A że starszy ma 8 lat i możliwość hamowania reakcji i impulsu malutką bo trenuje ją niedługo i ośrodki mózgowe jeszcze niedojrzałe, to niestety złość wygrała z hamowaniem. Starszy wiedział oczywiście, że za popychanie czeka go jakaś niemiła konsekwencja w postaci choćby odcięcia od morskich kąpieli. Wiedział, wiedział, wiedział … i przestał kiedy młodszy nadepnął go trzeci raz. Wtedy złość zalała całą wiedzę. Co więcej może się nam wydawać, że starszy koncertowo olewa nasze edykty, bo wiedział co go czeka i mimo to popchnął brata. Otóż nie, zapowiedziana wcześniej konsekwencja kiepsko działa wtedy, kiedy powinna, czyli w sytuacji, gdy adrenalina zalewa mózg. Słabo wpływa na każde zachowanie, które dzieje się w dużych emocjach. Tsunami skutecznie odcina dostęp do wiedzy, zasad, planów, przyrzeczeń i obietnic. Jeszcze duuuużo czasu zanim hamowanie będzie silniejsze niż impuls i złość. (A u niektórych ten proces jakby trwa i trwa i końca nie widać ?)

Za 2 minuty impulsywnego zachowania dziecko przez 5 godzin nie wchodzi do wody i wiesz, że to nie fair. Nawet próbujesz to załatać proponując dodatkowe lody, grę w chińczyka i kopanie piłki. Ale starszy też czuje, że to nie fair i spędza 6 godzin obrażony i spłakany. Z 10 dniowego urlopu, wszystkim przepadł jeden dzień.

Pomyśl o wszystkich sytuacjach w których mówisz „jak się spóźnisz, to koniec grania do piątku”, „jak nie zaliczysz polskiego zapomnij o wyjeździe na weekend”, „jak będzie pyskował tacie i niemiło odpowiadał koniec z kieszonkowym”. To ostatnie zdanie - jakbyśmy się tu chwilę zatrzymali. Czy z tego zdania wynika, że chcemy żeby dziecko komunikowało się z ojcem uprzejmie za pieniądze? Czy z tego wynika, że dbanie o uczucia taty i relację z nim wyceniono na 5 dych właśnie? Nawołuję, podnieśmy kieszonkowe.

Pomyśl o wszystkich powodach dla których ogłaszasz dziecku konsekwencje i generalnie o tym co planujesz za ich pomocą osiągnąć.

Bo chcesz, żeby dziecko zrozumiało, że nie wolno …. robić tego, co zrobiło.

Naprawdę? Naprawdę myślimy, że starszy spędzi 5h na plaży analizując że „uczyniłem młodszemu przykrość, od jutra dzięki temu, że dziś nie wszedłem do wody moje ośrodki mózgowe odpowiedzialne za hamowanie złości będą lepiej działać”. W sensie, że do tej pory nie wiedział i teraz go olśni? Nie wiedział, że nie wolno czy nie dał rady wyhamować?

Bo chcemy, żeby dziecko się nauczyło?

Jakiej umiejętności nabywa dziecko, siedząc na plaży, patrząc z nienawiścią na brata i zalewając się poczuciem krzywdy? W jaką strategię radzenia sobie ze złością, będzie bogatszy na koniec dnia? Te 5 h szarpania się, płaczu i modlitwy żeby dzień się skończył to czas, który można wykorzystać właśnie na wprowadzenie nowej umiejętności

Bo chcemy, żeby dziecko zrozumiało, że zrobiło komuś przykrość i uruchomiło empatię.

Ręka do góry, kto uważa, że starszy myślał „Ach, biedny brat, przekroczyłem jego granice, źle zrobiłem, było mu smutno. To dobrze, że on może wchodzić do wody, a ja nie. Teraz czuję, że bardziej go kocham, lepiej rozumiem. Od razu stał mi się bliższy, czuję jak rozwija mi się empatia. Jeszcze dwa dni niewchodzenia do wody i będę lewitował jak Ghandi”.

Bo chcemy, żeby było sprawiedliwie. Tak zrobiłeś bratu, to teraz ….

Serio wierzycie, że starszy pomyśli „Mam podjęła dobrą decyzję, czuję, że powinno być mi przykro, powinno chcieć mi się płakać i powinienem mieć zmarnowany dzień z wyjazdu. Tylko tak stanę się lepszym bratem, ba, lepszym człowiekiem! Kochana mama, czuję, że traktuje nas sprawiedliwie”.

No i nie zapominajmy o kobyłce. Czemu trwamy w tym plażowym koszmarze do 14, a w drodze powrotnej z plaży hamujemy płacz, bo bezradność i frustracja przestały się w nas mieścić. Czemu tkwimy w tej zbroi wyklepanej ze słów „i do obiadu nie wychodzisz na plażę”, chociaż nas obciera, ciśnie i doprowadza do szału? Pewnie jednym z powodów jest poczucie, że nie ma odwrotu, bo jak to będzie wyglądać jak się wycofamy, czego nauczymy dziecko? No zrujnujemy mu osobowość taką niekonsekwentną postawą po prostu.

Nie ma kobyłki. Możesz uczyć dziecko, że z decyzji podjętej w złości i z każdej innej można się wycofać, kiedy przestaje ci służyć. Kiedy w praniu okazuje się destrukcyjna i niewiele wnosząca. Możesz pokazać, że najważniejsze jest być w kontakcie ze sobą i sprawdzać co mi to robi. Możesz powiedzieć różne rzeczy:

„Głupią decyzję podjęłam, to jest bez sensu, wycofuję się z tego. Na spokojnie pogadamy wieczorem o tym, co się stało”.

„Niczego się nie uczysz z tej decyzji, tylko coraz bardziej wkurzony jesteś, przepraszam cię, pomyślę do wieczora co z tym zrobić, ty też pomyśl”.

„To wcale ci nie pomaga poradzić sobie ze złością, pomyślę jak lepiej cię wspierać”.

Jedziemy utartym szlakiem konsekwencji i ustalamy je chętnie. Bo sami wyrastaliśmy w krainie konsekwencji i inne ścieżki wydają się nam prowadzić na wychowawcze rozdroża i manowce. Nie mamy pod ręką zbyt wielu innych narzędzi. I nie ma się co obwiniać szczególnie, bo w dniu, w którym stajemy się rodzicami nie nabywamy w cudowny sposób umiejętności wspierania dziecka w radzeniu sobie ze złością.

A jeśli potrzebujesz wiedzy o wspieraniu dziecka w radzeniu sobie z trudnymi emocjami`zapraszam Cię na WEBINAR 24.06.2020 KIEDY DZIECKO MIJA SIĘ Z PRAWDĄ

KIEDY DZIECKO KLAMIE

 

 

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, podziel się nim z innymi. Dziękuję!
.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

chevron-rightphonefacebookenvelopeyoutube-playScroll Up