Po pierwsze warto uświadomić sobie, że nie ma ż a d n e g o terminu, który wyznaczałby jedyny słuszny i zdrowy czas na adaptację. Tak, wszyscy wiemy, że dzieci cioci Kasi zostały w przedszkolu pierwszego dnia i to od razu do Wielkanocy. Bo ciocia Kasia się nie cackała, nie reagowała na każde miauknięcie i wiedziała, że dziecko musi swoje odcierpieć więc szybko uciekała z szatni i nie odbierała wcześniej niż po kolacji. I proszę jej Michał chodzi jak złoto.
Nie ma takiego terminu.
Adaptacja to nie wyścig, w którym wygrywa ten, kto pierwszy przestanie płakać przy rozstaniu z rodzicem. To proces budowania relacji z nowymi ludźmi i oswajanie się z nowym miejscem.
Jeśli jednak adaptacja się przedłuża i jest coraz trudniej i coraz bardziej pod górkę, warto zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze przyjrzeć się, co może dociążać dziecko, a po drugie uruchomić strategie wspierające dziecko w kryzysie adaptacyjnym.
Adaptacja to proces skokowy, jednego dnia dziecko już wchodzi samo, żegna się bez łez, wita się z gąską i w poniedziałek znowu jest trudno. To normalne. Umiejętność radzenia sobie z emocjami, gotowość do rozstania, relacja z nauczycielem są jeszcze tak kruche, świeże i niepełne, że wystarcza niedospanie, niezbyt przyjazna mina innego przedszkolaka w szatni i ułamany herbatnik, żeby dziecko przykleiło się do fotelika w samochodzie. Każda przerwa wynikająca z infekcji, świąt, wakacji może być początkiem nawrotu kłopotów z wchodzeniem do przedszkola. Wyboista, pełna górek i dołków droga przytrafia się często dzieciom wysoko wrażliwym, z dużą gotowością do reagowania lękiem, niezbyt lubiącym zmiany, potrzebującym dużo czasu na wdrożenie się w nowe środowisko.
Bardzo warto rozmawiać z dzieckiem, o tym, że to normalne, że czasem znowu jest trudniej i że każde dziecko potrzebuje czasu, żeby całkiem oswoić się z przedszkolem. Ważne, żeby dziecko wiedziało, że inne przedszkolaki też się z tym zmagają. Bo dzieci z łatwością uruchamiają myślenie, że są dziwne, inne, gorsze. Z łatwością zalewają się poczuciem winy, biorą odpowiedzialność za zniecierpliwienie rodzica, który zazdrosnym okiem zerka na inne (dziś akurat) wchodzące bez kłopotu przedszkolaki. Podkopane poczucie własnej wartości, doprawione poczuciem winy (szczególnie u starszych przedszkolaków) to jest już kłopot większy niż adaptacja.
D l a t e g o. Rozmawiaj o tym, że stawanie się przedszkolakiem to górki i dołki.
Warto przyjrzeć się wszystkim czynnikom, które mogą wpływać na poziom lęku, gotowość dziecka do podejmowania wyzwań, rozstawania się z rodzicem. Czy gdzieś w tle nie ma przeprowadzki, narodzin rodzeństwa, choroby kogoś z bliskich, pobytu w szpitalu, kłopotów w domu. To wszystko wpływa na i tak skromne możliwości radzenia sobie z napięciem. Jeśli dziecko jest dociążone innymi czynnikami, naturalną reakcją będzie brak gotowości do stawiania czoła codziennym rozstaniom z rodzicem. Jeśli rzeczywistość poskładała się tak, że spadło na Was dużo i widzisz, że dziecko nie daje rady – pomyśl o przegadaniu tego ze specjalistą. ((O tym jak wspierać dziecko całościowo w adaptacji oraz o pomysłach na trudne wieczory i poranki - dowiesz się tutaj)
Warto przyjrzeć się co działa, co pomaga, co wspiera dziecko, a co robimy bo ktoś nam doradził, bo jego dziecku pomogło, a my robimy to siłą rozpędu nie zastanawiając się, czy jest to strategia dobrana do naszego dziecka. Jeśli coś nie pomogło trzy razy to raczej już nie pomoże. Nie powtarzaj tych samych argumentów, jeśli nie obniżają poziomu napięcia u dziecka. Jeśli antybiotyk nie zadziałał przez 3 dni to marne szanse na jego nagłą skuteczność. Jeśli chodzi o argumenty: gadanie, tłumaczenie i dialog lepiej zamienić na zabawy regulujące sytuacyjnie napięcie. Żaden trzylatek nie skorzysta z tłumaczenia, że mama musi iść do pracy bo etap rozwoju nijak nie pozwoli mu postawić potrzeb rodzica ponad swoimi. Czy masz przygotowane, przemyślane i szybko dostępne zabawy, które pomogą odkleić się od fotelika samochodowego? Przygotowane wcześniej, bo na biegu, w emocjach, rzadko kiedy przychodzi do głowy coś sensownego. Na szybko zacinamy się na jednej frazie ‘Proszę cię, uspokój się’, ‘Zobaczysz będzie fajnie, tylko zajrzyj do sali’. Powtarzamy bez sensu, wiedząc że dziecko nie ma przycisku, który odessałby tsunami rozlanej adrenaliny. Wiedząc, że może w przedszkolu może wcale nie być fajnie, bo dzisiaj znowu będzie słuchanie bajki i tańce w grupie, a Twoje dziecko tego nienawidzi.
Przejrzyj swoje zasoby. Małe dzieci regulują się poprzez ciało, zabawę, kontakt ze spokojną, bliską osobą. Czy masz rano przestrzeń na łzy złość i rozpacz dziecka? Twoje zasoby nie są źródłem o nieskończonych mocach, to co przyjmiesz rano w szatni i podczas wieczornych protestów ‘Ja jutro nigdzie nie idę’, odkłada się w Tobie kolejną warstwą. Adaptacja (szczególnie trudna) to jest taki czas, w którym może warto odpuścić makrobiotyczne posiłki, wprowadzanie nowych nawyków i rzucanie słodyczy. Bo dźwigasz już wystarczająco dużo. Kiedy człowiek jasno sobie uświadomi, że jest niezbędnym elementem regulacji emocji dziecka, ma często większą motywację, żeby o swoje zasoby realnie zadbać. Choćby poprzez odpuszczenie obiadu gotowanego w okolicach 23.00 na rzecz pizzy lub makaronu z serem i cukrem. Bo być wsparciem w przedłużającym się kryzysie, makrobiotyczną kucharką i człowiekiem uczestniczącym w trzech kursach rozwojowych jednocześnie może być trudno.
Warto iść do placówki i pogadać o tym czego potrzebuje Twoje dziecko. Rozmawiaj o tym czego potrzebuje Twój konkretny Michał ze względu na swoje specyficzne potrzeby. Może dostępu do słuchawek wygłuszających jeśli męczy go hałas? Może pobytu w innej grupie, kiedy w jego sali Misiów odpala się piosenki oraz tańce. Może wczesnego odbioru przez kolejny tydzień, żeby nie nawarstwiać napięcia? Jeśli wiesz, że są jakieś sytuacje, na które Michał reaguje intensywnie (np. niespodziewany dotyk, uścisk innego dziecka) – poinformuj o nich i powiedz co mu wtedy pomaga, co sprawdziliście w swojej codzienności. Ustalaj konkrety, nie ogóły na zasadzie ‘wspierajmy, towarzyszmy, bądźmy uważni’. Przyjdź za tydzień spytać czy to ustaliliście działa. Nikt w przedszkolu się nie cieszy, że przyszłaś, że chcesz się umówić, nie mają czasu? Tak może być. Ciebie obowiązuje jedna zasada. Rodzic nie może się obrazić, dzwoni, pisze maile puka do drzwi, ustala, ustalenia zapisuje, potem powtarza całą procedurę żeby sprawdzić czy ustalenia sprawdzają się praktyce.
T a k. Może się zdarzyć, że zyskasz opinię nadwrażliwej lub namolnej matki. Ale może dasz radę z tym żyć?
Przyjrzyj się placówce, do której chodzi dziecko, czy masz zaufanie, czy czujesz się wysłuchana, czy działają zgodnie z Twoimi wartościami? Czy sposób w jaki wspierają dziecko w smutku, łzach i złości jest wsparciem w regulacji czy raczej czarną chmurką za szczypanie innych i oczekiwaniem, że ‘więcej nie będzie tak niegrzecznie robić’. Bo trzylatkowi może być trudno zaufać i poczuć się bezpiecznie w miejscu, które nie wzbudza zaufania w jego rodzicach.
Zobacz czy nie przyszło Ci do głowy odpalić treningu samodzielności czyli zdobywania sprawności takich jak samodzielne jedzenie, ubieranie się, zakładanie kurtki i sprzątanie zabawek. Albowiem. Wiadomo. Poszedł do przedszkola, już czas żeby był bardziej ogarnięty. I po przedszkolu, kiedy dziecko p o t r z e b u j e często więcej pomocy, opieki i kontaktu i pobycia malutkim i zależnym (bo samodzielne i samo było do 16.00) Ty zapraszasz do nauki jedzenia nożem i widelcem.
Nie dokładaj.
Odejmuj.
A jeśli potrzebujesz pomysłów na wsparcie dziecka podczas trudnych rozstań w przedszkolnej szatni, na trudne wieczory i wielkie emocje wyniesione z przedszkola - znajdziesz je w kursie online Adaptacja do przedszkola - do którego otrzymasz roczny dostęp. 👇👇👇