Obiecaj mi. O umowach zawieranych z dziećmi

Artykuł opublikowany: 27 stycznia 2020
Autorka: Agnieszka Misiak

Przypominasz sobie taką sytuacje? Umawiasz się ze swoim 4 latkiem, że nie będzie żebrał o autko w Lidlu, z 5 latkiem, że po jednym odcinku Psiego Patrolu wyłączy tablet bez gadania, z 10 latkiem, że nie będzie ganiał kotów na imieninach u babci tudzież z 15 latkiem, że na Wigilii powie tylko „tak babciu, dziękuję ciociu”, a o konieczności zalegalizowania marihuany na świecie nie powie ani słowa.
I nie wierzysz, nie dotrzymali słowa, znowu.

To całkiem jak Ty, kiedy umawiasz się ze sobą, że od dziś koniec ze słodyczami, ale koleżanka Jola z biurka obok ma imieniny, że będziesz biegać od jutra, ale na dworze pada, a na siłowni brzydko pachnie, że nie kupisz nic nowego, ale w Benettonie wywiesili 50% zniżki, że nie dasz się sprowokować szwagrowi, no ale nie kiedy wypowiada się o durnych babach feministkach…., że obejrzysz li i tylko jeden odcinek The Affair, ale Netflix sam odpala następny.

Czy wtedy mówisz do siebie: jak mogłaś?? Znowu nie dotrzymałaś słowa! Kolejny raz ci zaufałam! Nie można się z tobą na nic umówić! Nieładnie, myślałam, że mamy umowę!

Jak to się dzieje, że nasze własne uleganie impulsom, odpuszczanie danego sobie słowa już po kwadransie, nie wywołuje lawiny pretensji, kazania, kary i głębokiego rozczarowania sobą? Z pobłażaniem traktujemy nasze wewnętrzne umowy. Tymczasem 7 latek, który nie chce wyjść z figloraju, a obiecał, że wyjdzie po godzinie, nie wyzwala w nas już tej fali czułej wyrozumiałości. Czujemy się oszukani, no jak mógł, znowu?

5 latek bardzo chce nie żebrać o autko. Kiedy przysięga przed Lidlem, że nie będzie to święcie w to wierzy. Ale co zrobić, kiedy impuls chciejstwa jest tak silny, że zalewa mózg w sekundę, a zdolność do hamowania impulsów, odwoływania się do ustaleń ledwo co kiełkuje? Ledwo, bo za zdolność do radzenia sobie z impulsami odpowiada część mózgu, która u dzieci jest jeszcze nie do końca rozwinięta. Co więcej, kiedy mózg zalewa się emocjami dostępność do tego kawałeczka mózgu jest minimalna.

I skoro siebie nie zamęczamy kazaniem i lawiną pretensji - przyłóżmy ten model reakcji również do dziecka. Bo co zyskujemy mówiąc; "Nie mogę ci zaufać", "Okłamałeś mnie", "Nie dotrzymujesz słowa", "Ja też nie dotrzymam słowa jak umówimy się na coś ważnego dla ciebie". Po pierwsze zyskujemy ogromne poczucie krzywdy, dziecko, które miało moc dobrych chęci i wierzyło, że da radę dowiaduje się, że mama przypisuje mu złe intencje. Dziecko, zawstydzone i rozczarowane (sobą i faktem braku nowego autka), spłakane i nakręcone emocjami potrzebuje raczej wsparcia w odzyskaniu równowagi, poczucia, że ktoś rozumie jak mu teraz źle. Przypominanie mu o tym, co jest dla wszystkich oczywiste w niczym nie pomoże. Oczekiwanie, że targany emocjami pięciolatek zajmie się naszym rozczarowaniem lub przeprosi, nie jest adekwatne ani do sytuacji, ani do możliwości rozwojowych pięciolatka. A jeśli wystarczająco często powtórzymy "Jesteś niesłowny", "Nie można Ci zaufać" mamy szansę wypracować w dziecku takie właśnie przekonanie o sobie samym, etykietę, która uruchamia myślenie 'acha, to taki jestem, taki się widać urodziłem, to co poradzę, już tak mam, że nie dotrzymuję słowa". Wiecie jak to jest z etykietką? Ona boli ale też daje zgodę na zachowania, które opisuje. Jedyne co przysługuje dziecku, które słyszy, że jest kłamczuchem to ... odpuścić sobie trud mówienia prawdy. (Więcej o tym co robić kiedy dziecko często mija się z prawdą dowiesz się tutaj)

Zamiast Niagary niezadowolenia możemy wyrazić zrozumienie "Wiem, że na wysokości twoich oczu było tyle Lego, że chyba nawet Batman nie wygrałby z taką pokusą", "Wiem, że jesteś na mnie zły, że nie kupiłam nowego zestawu, wiem, przykro mi", "Wiem, że trudno się powstrzymać kiedy oko widzi coś fajnego, nawet jeśli głowa wie, że coś podobnego jest w domu". Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przyjąć odpowiedzialność "Wiesz co Michał, głupio się z tobą umówiłam, następnym razem umówimy się, ze ja się postaram skrócić zakupy i nie przejeżdżać przez zabawki a ty postarasz się pilnować mnie żebyśmy nie wjechali do strefy pokusy".

Wiemy jaki to trud, nasze dorosłe mózgi są maszynami do radzenia sobie z impulsami. I często ponoszą sromotną porażkę w konfrontacji z byle kartką „wyprzedaż 50%”. Dlatego właśnie za umowę z dzieckiem odpowiedzialność bierze dorosły, bo tylko dorosły jest w stanie przewidzieć różne warianty sytuacji, które wpływają na możliwość jej realizacji. Tylko dorosły potrafi ocenić czy to, do czego dziecko się zobowiązuje leży w granicach jego możliwości, choćby rozwojowych. Nie wymagajmy od dzieci więcej niż od siebie i bądźmy wyrozumiali przynajmniej tak samo, jak wyrozumiale traktujemy bułeczkę z jagodami w ramach wewnętrznej umowy o diecie od zaraz.

Chcesz pogłębić temat? Poniżej znajdziesz szkolenie.

 

ZAPRASZAM CIĘ NA SZKOLENIE SPECJALISTYCZNE. DLA PSYCHOLOGÓW, PEDAGOGÓW I NAUCZYCIELI

 

 

 

 

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, podziel się nim z innymi. Dziękuję!
.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

chevron-rightphonefacebookenvelopeyoutube-playScroll Up