SKLEP
SKLEP

BLOG

Przerwa od. Sposób na wsparcie dziecka

Artykuł opublikowany: 23 września 2020
Autorka: Agnieszka Misiak

Przerwa, choćby jednodniowa, w chodzeniu do przedszkola, do szkoły, na angielski, na basen a czasem w odwiedzaniu babci Jadzi bywa bardzo pomocnym rozwiązaniem. Wspierającym dziecko w zmaganiu się z tym, co je przeciążyło. Ale jednocześnie jest strategią, która budzi zdziwienie i opór. Kiedy podczas konsultacji wspieram dziecko tworząc szczegółowy plan zabawy i bajkę, która pozwoli oswoić lęk czy przepracować jakieś trudne doświadczenie, rodzic czuje, że to jest pomoc od specjalisty. A kiedy proponuję żebyśmy zastanowili się jakie korzyści przyniosłoby zrobienie przerwy, dorośli bywają zaskoczeni i trudno im odnaleźć w tym pomyśle wartość.

Dlaczego tak trudno nam przyjąć, że przerwa to wsparcie? Ja znam kilka powodów. Zazwyczaj nakręcanych lękiem.

„Jeśli pozwolę mu nie iść do szkoły czy przedszkola to będzie to wykorzystywał już zawsze i w obliczu trudności powie 'nie idę do szkoły”. Uroczyście przysięgam, że dzieci nie czyhają na potknięcia dorosłych, nie budują sekretnego schowka z bronią do wykorzystania na później. Nie mają uśpionego genu manipulacji, który raz uruchomiony zamieni je w bezwzględnych manipulatorów, próbujących wejść na głowę  wszystkim dookoła. Dzieci pragną, żeby decyzje i odpowiedzialność zostały po stronie dorosłych, bo to zapewnia im poczucie bezpieczeństwa. Nie mówię o wyprawach na skrajne bieguny czyli proponowaniu odpoczynku bo „nudne są lekcje w szkole”, „a w przedszkolu są jutro rysunki a Ty nie lubisz rysować”,  „a zostań sobie, nic nie stracisz, odpoczniesz”.

Przerwa jak każde rozwiązanie, którym chcemy dziecku pomóc, powinna być jasno zakomunikowana. „Widzę, że trudno Ci uporać się z tym co się stało w szkole, nie możesz sobie tego poukładać. Zostań jutro w domu, może w spokoju uda Ci się spojrzeć na to innym okiem. I pojutrze pójdziesz z większym spokojem”.  Małemu dziecku, w trakcie adaptacji do przedszkola przekazujemy prostą informację „Jutro zostajesz w domu. Dzieci, kiedy przyzwyczajają się do przedszkola mają czasem przerwę od tych wszystkich nowości”.

Jasne, jeśli przerwa miałaby być jedyną strategią radzenia sobie z przeciążeniami i kryzysami, wtedy faktycznie możemy się spodziewać, że dziecko domagałoby się jej w obliczu każdej trudności.

Drugi powód to lęk przed zgubnymi skutkami cackania. „A ja nie robię mu przerw tylko trudno, musi swoje odcierpieć i dać radę, bo w przyszłości nikt nie będzie się z nim cackał”. Ach, jak ja kocham słowo cackać. Muszę Wam powiedzieć, że dla mnie brzmi ono bardzo pozytywnie. Bo układ nerwowy dziecka nie ma jeszcze ani zbyt wielu struktur ani mechanizmów ułatwiających regulację napięcia. Jest w tym obszarze bardzo zależny od dorosłego, od jego uważności, chęci zaglądania za podszewkę trudnych, dziecięcych zachowań, które o tym napięciu opowiadają, zależny od gotowości do przyjęcia tego napięcia i zaopiekowania go. Układ nerwowy Waszego dziecko to delikatna sieć i warto się z nią cackać. Powiem Wam też, że w gabinecie psychoterapeuty pracującego z dorosłymi rzadko można usłyszeć „Jestem na terapii, bo rodzice byli bardzo uważni na moje potrzeby w obszarze emocji. To zniszczyło mi życie”.

Trzeci powód to własne doświadczenie i wpojone, głęboko zakorzenione przekonanie, że na przerwę, odpoczynek to trzeba sobie zasłużyć. Porządnie. Trzeba się najpierw natyrać, z m ę c z y ć i ewentualnie, w stanie absolutnej konieczności można rozważyć zrobienie sobie przerwy. Ale raczej po cichu, bo chwalić to się nie ma czym za bardzo i jeśli już odpoczynek, to z wyrzutami sumienia. Myślenie o swoim dobrostanie, równowadze emocjonalnej, uważności na to ile możemy pomieścić nie było ani priorytetem ani wielką wartością w wychowaniu dzieci kiedy … my byliśmy dziećmi. Mamy w tyle głowy przekonanie, że jesteśmy tyle warci ile się naharowaliśmy. Trochę jakbyśmy widzieli siebie jak konia pociągowego, który dźwignie każdy dorzucony ciężar, zaciśnie zęby i pociągnie jeszcze jeden wagon. Wolicie, żeby Wasze dziecko traktowało siebie jak konia pociągowego, czy jak źrebaka z najlepszej stadniny?

Skąd wiadomo, że dziecko potrzebuje przerwy?

Po pierwsze i przede wszystkim dziecko informuje świat o przeciążeniu, którego nie mieści zmianami w zachowaniu. Opowie rozdrażnieniem, wahaniami nastroju, agresją, trudnościami w zasypianiu, wybudzaniem w nocy, utratą nabytych umiejętności, bardzo wysokim lękiem, odmową wyjścia z domu, brakiem zgody na jakiekolwiek rozstanie z mamą. Przypomnę Wam, że za zachowaniami agresywnymi dziecka stoi najczęściej podwyższony poziom lęku, który właśnie tak się rozładowuje. W takiej sytuacji nie chodzi o to jak wspierać dziecko w radzeniu sobie z agresją, ale o to jak obniżyć poziom lęku i pomóc w regulacji napięcia. Pracujemy nad przyczyną, nie nad objawem. Starsze dzieci mówią do nas, że przydarzyło się więcej niż mogą dźwignąć, również zamknięciem się na kontakt, wycofaniem, apatią, utratą zainteresowania tym, co do tej pory sprawiało im przyjemność.

Po drugie, sposoby które często okazywały się bardzo wspierające nie działają i widzicie, że każdy dzień dokłada się nową porcją przeciążenia i napięcia. Widzicie kumulację. Kumulacja to jest słowo klucz. Wyobraź sobie, że dziecko ma w środku zbiornik na przeciążenie, zbiornik o pojemności 5 litrów. Jeśli każdy dzień przynosi litr nowego przeciążenia, a nie działają sposoby regulowania poziomu napełnienia to przychodzi moment, w którym zbiornik się przewraca i wszystko się z niego wylewa. To wylanie to kumulacja, która manifestuje się wyrywaniem włosów, autoagresją, bólami brzucha, biegunką, wymiotami, reagowaniem lękiem na każdą zmianę, zaburzeniami snu, niestety wachlarz możliwości jest naprawdę bogaty.

Wyobraźcie sobie przedszkolaka, który wieczorem nie może zasnąć, rano wstaje pełen napięcia, nie chce wyjść z domu, jest w wielkim pobudzeniu. W przedszkolnej szatni tonie w lęku, rozpaczliwie płacze, trzyma się klamki i osiąga K2 emocjonalnego kryzysu. Takiego wzbudzenia układu nerwowego nie wyreguluje do zera nawet najbardziej wspierający nauczyciel. Z przyczyn od nikogo niezależnych. Najlepsza i najbardziej doświadczona ciocia nie uleczy napięcia, które trwa na niezmiennie wysokim poziomie … od wczoraj i przedwczoraj. Dziecko reguluje się w bezpiecznej relacji z bliską osobą. Ciocia może stać się kimś takim, ale jeszcze nie dziś i nie jutro. Relacja potrzebuje czasu. Taki lęk trudno wesprzeć w nowym otoczeniu, w którym płaczą inne dzieci, wysyłając informację „my też się boimy”. Skoro wszyscy płaczą, to chyba jest się czego bać – na ten wniosek wpadnie nawet trzylatek.

Jeśli adaptacja okazuje się dla dziecka obciążającym doświadczeniem i zamienia się w codzienne pasmo kryzysu warto jest zrobić przerwę.  Jeden dzień wolnego od przedszkola a czasem i dwa. Niekoniecznie pod rząd. Albo zrobić krok w tył i czterogodzinny pobytu w przedszkolu zamienić na trzy godziny. Żeby odejmować a nie dokładać.

Podsumowując, przerwa wspiera układ nerwowy w regeneracji, zapobiega kumulacji przeciążeń, daje czas na rozładowanie zabawą, bliskością. Daje oddech i pozwala odetchnąć pełną piersią. Nie bójcie się przerw.

 

 

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, podziel się nim z innymi. Dziękuję!

7 comments on “Przerwa od. Sposób na wsparcie dziecka”

  1. Pomysł genialny w swej prostocie... Rzeczywiście, początkowo nasuwają się same "ale przecież...". A jednak przerwa przecież robi tak samo dobrze nam dorosłym, jak i dzieciom. Należy jednak chyba pamiętać, żeby towarzyszyć dziecku w tej przerwie, a nie lecieć do pracy, a dziecko podrzucić dziadkom albo niani z okresu przed-przedszkolnego. Prawda?

    1. Przerwę opisałam jako wsparcie dziecka w regulacji napięcia, jako narzędzie, które przywraca do równowagi. A do tego potrzebny jest bliski dorosły, bliskość i możliwość wspólnego bycia i wspólnej zabawy. A żeby to mogła się zadziać, potrzebna jest przerwa, która stworzy przestrzeń, z mniejszym napięciem. Dorosły i przerwa to naczynia połączone trochę 🙂

  2. Pamiętam siebie jako dziecko. Mam pozwalała mi na takie przerwy, nawet wtedy ze mną rozmawiała. Tyle że kolejnego dnia było trudno pójść, bo zaległości, pytania nauczycieli i dzieci, negatywne komentarze gdy się powiedziało prawdę, które generowały kolejny stres (wtedy nie było telefonów, internetu, Librusa)... Choć to prawda, dawały odpoczynek od stresu przeciążeniowego. Mój brat z kolei był nieklasyfikowany, bo szkoła każdego dnia była dla niego przeciążeniem, więc mama pozwalała mu na przerwy często (podejrzewam, że ma niezdiagnozowane ZA, więc wytłumaczenie mu, dlaczego wczoraj mógł mieć przerwę, a dziś nie graniczylo z cudem).
    Być może taka przerwa to coś, co działa na "zwykłe" dzieci z prawidłową regulacją emocji. Na pozostałe obawiam się, że niekoniecznie. No i rodzic musi być mądry, żeby nie zamienić przerw w podtrzymywanie unikania, np. trudności, kłopotów z relacjach, tylko poświęcić tę przerwę na uzupełnienie zasobów radzenia sobie i uspokojenie dziecka, tj. de facto też wziąć urlop.

    1. Generalnie dbanie o równowagę emocjonalną dziecka i uważność na jego układ nerwowy może wywoływać różne reakcje otoczenia. Jak każda strategia, którą podejmiemy i która okaże się niezgodna z wartościami i przekonaniami oraz doświadczeniem innych ludzi. Na pewno spotkamy nauczycieli, którzy uznają że to forma unikania, lenistwa i nic dobrego. Podobnie jak spotkamy ciocię, babcię i sąsiadkę, która tak myśli. Na szczęście nasze działania wspierające dziecko nie służą zadowoleniu otoczenia :). W artykule opisałam, że przerwa nie może być jedynym sposobem na wspieranie regeneracji, a jednym z wielu. Ale czasem jest jedynym, bo kumulacja napięcia jest tak duża, że odcięcie od przeciążającego bodźca jest pierwszym, koniecznym etapem, który umożliwi zastosowanie innych metod wsparcia.

  3. Ja po każdym Pani artykule czuję się jak bym obierała cebulę z kolejnych warstw, które są emocjami i wiedzą o nich. Przerwa... Wspaniała rzecz. Do czasu problemów z przedszkolem nie wiedziałam o tych wszystkich problemach. Teraz gdy odpuściliśmy przedszkole i boryka i się z lekami synka, lękiem separacyjnym, przerwa jest naszym przyjacielem.

  4. A co jeżeli po przerwie od przedszkola jest dziecku jeszcze trudniej wrócić do przedszkola? Od 1 września robimy bardzo powolną adaptację, córeczka była powoli zanurzana w nowe miejsce. Chodziła wcześniej do żłobka wiec już była przyzwyczajona do rozstawania z mamą. Mam wrażenie że przerwy nam utrudniają a nie ułatwiają.

    1. Jedna metoda nie będzie rozwiązaniem dla wszystkich dzieci w procesie adaptacji. Być może trudność córki leży w innym obszarze, który wymaga całkiem innej strategii - nie zając dziecka i historii jego adaptacji nie bardzo mam się jak odnieść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

closechevron-rightchevron-downphonefacebookbarsenvelopeyoutube-playScroll Up